poniedziałek, 7 lipca 2014

Na początku było słowo.

Jest 7-my lipiec dwutysięcznego czternastego roku.
Jako że mierżą mnie trzy powyższe błędy, a także dziesiątki innych, którymi jestem zewsząd bombardowana - w mowie i w piśmie - przyszło mi do głowy, żeby założyć bloga. Dać upust swoim irytacjom w cichy i bezpieczny sposób.
"Nie, żebym się czepiała, ale..." - tak często rozpoczynam zdanie, gdy chcę zwrócić mojemu rozmówcy uwagę, że popełnił błąd językowy, lub skomentować głośno taki błąd.
Nie jest to kurtuazja z mojej strony. Ja  n a p r a w d ę  nie chcę w takiej sytuacji nikogo urazić, nie chcę się też wymądrzać dla czystej przyjemności.Po prostu nie potrafię błędów językowych ignorować, co nierzadko jest moim przekleństwem.
Jednocześnie sama czasem pozwalam sobie na błędy. Często pewnie popełniam je też przez nieuwagę lub z niewiedzy. Gdy to zauważę, zawstydzam się sama przed sobą, zwykle próbuję od razu poprawić błąd. Nic to. Pozwalam na to również innym. Problem w tym, czy błąd wynika z niedbalstwa, czy też jest, dajmy na to, zabiegiem stylistycznym, formą indywidualizacji języka. A czasem chodzi po prostu o uniknięcie pretensjonalności. Nie zawsze na przykład dobrze zabrzmi ultrastaranne zaakcentowanie słowa "polityka", czy "zrobiliśmy". I to jest dla mnie ok.
I właśnie! Chcę jeszcze zastrzec, że moje komentarze to subiektywne oceny (jakkolwiek zwykle poparte przyjętymi oficjalnie zasadami). Zdaję sobie sprawę, że jestem tu na cenzurowanym. Nie jestem językoznawczynią, nie jestem językową purystką. Ale jestem otwarta na konstruktywną krytykę. Choć nie z każdą się zgodzę.
Uff. Tyle na początek.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz