wtorek, 3 marca 2015

cudze słowo

Zadziwia mnie, z jakim uporem ludzie dystansują się do tego, co mówią. Jak zauważył Adaś Miauczyński w "Dniu Świra":  "Teraz już nic nie jest jednoznaczne i jasne, tylko  j a k b y  jasne."
[cytat]
Wszystko, o zgrozo, "w cudzysłowiu" - nagminnie popełniany błąd (poprawna forma: "w cudzysłowie"). Cudzysłów odmienia się tak, jak rów (Msc.: "rowie"). Podobnie - imiesłów.
Są jeszcze inne sposoby, żeby zrzec się autorstwa swoich słów. Weźmy "tak zwane" - nawet wtedy, gdy tylko my tak zwiemy. Zachwycił mnie ostatnio pan, który w radiu opowiadał, jak udawało mu się przetrwać mroźne zimy: "Mieliśmy tak zwaną przysłowiową kozę".
Na koniec mój fawoworyt: "przysłowiowy Kowalski". W życiu bym nie pomyślała, że aż tyle jest przysłów o Kowalskim!
[przykład]
Ach, zżymam się na te wszystkie bezmyślne błędy i natręctwa, ale na dobrą sprawę, jak to się mówi, to dzięki nim język jest tak bogatym źródłem rozrywki.

niedziela, 4 stycznia 2015

grzeczności

Zapytano mnie ostatnio, czy odczuwam dyskomfort związany z kontestowaniem jakichś reguł społecznych.
Pierwszą rzeczą, jaka przyszła mi do głowy, było "na zdrowie" wypowiadane, gdy ktoś kichnie. Całkiem możliwe, że nie użyłam tej grzecznościowej formuły nigdy w życiu. Zawsze wydawała mi się głupia i niepotrzebnie podkreślająca tę fizjologiczną czynność. Na szczęście zawsze znajdzie się ktoś, kto pospieszy z życzeniem zdrowia i zwolni mnie z tego "obowiązku".:)
Ale nie o tym chciałam.
Przyszło mi później do głowy, że jest jednak rzecz, z którą trudniej było mi się zmierzyć.
W szkole zwykłam poprawiać kolegów, gdy w listach/pamiętnikach używali małej litery zwracając się do adresata. (Ach! Jaka ja byłam mądralińska!:D). Może taka kultura to dobry zwyczaj, ale mi przeszło.
W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że te wszystkie "Cię", "z Tobą" są przyczyną strasznej gimnastykacji, gdy piszę mejle czy smsy. Wyglądają tak pretensjonalnie, że starałam się zmieniać formy zdań tak, żeby omijać te zaimki.
Przeczytałam kiedyś w mejlu zdanie "Nawet nie wiem, kim byli Ci ludzie.". I to był przełom. Doszłam do wniosku, że wszystkie te grzeczności biorą się z mechaniczności naszego pisania na klawiaturze, a nie z prawdziwego szacunku do innych osób. I zrezygnowałam z wielkich liter. Z początku klub małych liter był elitarny: mama, siostra i parę najbliższych osób. Bałam się, że inni ludzie mogliby to poczytać za nieuprzejmość z mojej strony. Pewnie tak jest, ale już nic sobie z tego nie robię. Rzecz jasna, w oficjalnych listach wciąż piszę dużą literą. Ale w innych przypadkach pokonałam ten dyskomfort.
Wiem, że większość się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że to wcale nie jest wyraz lekceważenia, jeśli daruję sobie te wielkie litery. Imiona piszę dużą wielką. I bardzo podoba mi się to, że ludzie często piszą "Mama", "Babcia" itp. mając na myśli konkretną swoją najbliższą osobę).
Ciekawe, czy to wszystko to tylko moje odczucia. Jeśli nie, to apeluję: Odwagi! Małe "cię" to nie zbrodnia!:)

środa, 24 grudnia 2014

Czy ktoś to słyszy?

Zaraz zaraz... To nieprawda, że "...tak?" jest najbardziej irytującą mnie manierą.
Jakiś czas temu zauważyłam tendencję do... No właśnie - próbowałam wytłumaczyć paru osobom, o co mi chodzi, ale albo nie potrafię tego dobrze wytłumaczyć albo innym to nie przeszkadza albo nie jest to nowe zjawisko albo - co też wzięłam pod uwagę - to jest poprawny sposób mówienia. Ostatnią opcję jednak odrzuciłam.
Chodzi mi o skłonność,  głównie w mediach,do akcentowania pierwszej sylaby wyrazu stojącego w opozycji do wyrazu, który go poprzedza w pierwszej części zdania, lub we wcześniejszym zdaniu - niekoniecznie wypowiedzianym, lecz jedynie wynikającym z kontekstu.
Mam mnóstwo przykładów. Moje ucho jest już tak wyczulone na te wstrętne akcenty, że mało który uchodzi mojej uwadze. Czasem je zapamiętuje, czasami zapisuję. Większość zapominam, więc listę będę na bieżąco uzupełniać.
Ach, i dodam, że mi też zdarzyło się (ze 3 - 4 razy) powiedzieć coś w ten sposób. Byłam przerażona. Strasznie się pilnuję.
Więc oto przykłady (akcentowana sylaba wyróżniona pogrubieniem):

Jesteśmy zarówno krajem odbiorcą, jak i krajem tranzytowym.

O propozycji nowego makowca na święta (z kajmakiem):
To jest taki kajmakowiec. (W tym przypadku można wybaczyć, ale i tak mnie razi.).

Policja podejrzewa, że było to samobójstwo. (Zabójstwo, jako druga z możliwych opcji, w tym zdaniu tylko w domyśle).
I znów: Nie wyklucza się, że było to samobójstwo.
Przewidziano spotkania z różnymi pisarzami i poetami.

  

sobota, 6 grudnia 2014

W warzywniaku.


Błąd tak powszechny, że już chyba niewidzialny.
O ile jest do przyjęcia na targu czy w kuchni, to w zestawieniu produktów spożywczych szkolnej stołówki trochę razi. 
Chyba nigdy nie słyszałam błędnej formy pora w przypadku innym niż mianownik. Kroi się - por, nie lubi - pora. Cóż, użytkownikom języka często brakuje konsekwencji. Tak ogólnie, w życiu, to chyba każdemu.



Ujęła mnie ta spolszczona wersja angielskiego "superhitu". Nie pamiętam kontekstu, ale widać, że tematyka historyczna, więc autor mógł być z anglicyzmami trochę na bakier. 
Co mnie zdziwiło, słownik PWN podaje dwie wersje jako poprawne (z jednym i z dwoma "l"). Wybrana  umyślnie, czy nie, ta forma ładnie skomponowała się z polskością w treści zdania. Jednak ja, przyzwyczajona do "bestsellera", od razu zobaczyłam białe okrągłe warzywo.:]

Pyszne mleko z polskiej krowy.



...Powiedziałabym raczej, że z oślicy. Mleko faktycznie wyszło/wypłynęło ze środka zwierzęcia. Ale w ten sposób mówi się raczej o mięsie, czyli w znaczeniu "zrobiony z". Nikt przecież nie powie "jajko z kury". Choć, kierując się tą logiką, mógłby.
Druga sprawa: dlaczego tak zdrobniale - "mleczko"? pewnie przez skojarzenie z mleczkiem do ciała, które to mleko zawiera (ach, jak ja nie lubię tych nieścisłości - w tym zdaniu nie wiadomo, co zawiera co).
Ot, niewinne stoisko z francuskimi kosmetykami, a jakie pole do grafomańskiego popisu! :)
Mleczko na pewno pachniało pięknie.

PS: Jeszcze jedno mnie kłuje w oczy: ten wykrzyknik po "France". To taka maniera rodem z podstawówki, gdy (gdzie?) tytuł każdej większej pracy zwieńczało się kolorowym wykrzyknikiem. (Nie, ja nie - szybko się tego oduczyłam:D).

czwartek, 4 grudnia 2014

Gdzieś tam. Czyli gdzie?

Od jakiegoś czasu denerwuje mnie takie kompletnie nieadekwatne "gdzieś tam" w środku zdania. Nie bardzo wiem, jak wytłumaczyć to zjawisko. Może chodzi o informacje, których ktoś nie chce lub nie potrafi sprecyzować?
Byłam dzisiaj na konferencji. Jeden z prelegentów naprawdę z tym "gdzieś tam" przeginał. Zamiast robić notatki z tego, o czym mówił, zapisywałam zdania, w których używał tego wtrętu. Oto przykłady:
"Zająłem dalsze miejsce, bo gdzieś tam, szóste."
"Zawody w Czechach, gdzieś tam, pomoc Rafała..."
"(...) bariery, które trzeba, gdzieś tam, eliminować."
"Wydaje mi się, że sport kształtuje, gdzieś tam, naszą psychikę."
"Byłbym sportowcem, gdzieś tam, przeciętnym."

Uff. Głowa boli. Słuchać się nie da.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Czas zrobić z tym porządek.

Dzisiaj kolejny ze ścisłej czołówki irytujących błędów:liczebniki porządkowe.
Konkretnie chodzi mi tu o daty. Te nagminnie popełniane dwutysięczne pierwsze, dwutysięczne czternaste... Przyznaję, też kiedyś nie wiedziałam, jak poprawnie mówić. Swoją drogą... czy cokolwiek o języku wiemy "od zawsze"? Pamiętam, jak w pierwszej czy drugiej klasie podstawówki, jako klasowa ekspertka od języka, proszona o pomoc w rozwianiu ortograficznych wątpliwości, kazałam koleżankom i kolegom pisać "siebię" i "ciebię". Przez analogię do "się" i "cię", te formy wydawały mi się poprawne. Podobnie, jak niepoprawnej pisowni zaimków, oduczyłam się błędnej formy dat.
By zapamiętać zasadę, wystarczy - jak to zwykle bywa - ją zrozumieć. Podoba mi się zasłyszane gdzieś wyjaśnienie. Weźmy jako przykład "dwutysięczny pierwszy". Mamy worek pełen "pierwszych". Wysypujemy je wszystkie i układamy w szeregu. Numerujemy. Wreszcie, gdy już długopis nam się zacznie wypisywać, dojdziemy do dwutysięcznego. Za nim będzie "dwa tysiące pierwszy pierwszy". Wcześniej: "tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty dziewiąty pierwszy". Uff.
Gdy numerujemy lata, odmianie podlega to, co na końcu.
A teraz szybki test:
W którym roku była bitwa pod Grunwaldem?
Brawo! Tak, 1410. Założę się, że nikt nie powiedział "W tysięcznym czterysta dziesiątym." Ani "W tysiąc czterechsetnym dziesiątym.". A przecież zasada ta sama. Błędna forma utrwala się, przez osłuchanie się z nią. A błądzą wszyscy, wszędzie: mądre głowy w mediach, koledzy w pracy, znajomi... Ale jest na to rada. Pamiętać o zasadzie i się pilnować!:)
A. Jeszcze jedno. Rok 2000 to oczywiście rok dwutysięczny. Mamy też lata dwutysięczne. W tych dwóch przypadkach mieliśmy rację.