sobota, 6 grudnia 2014
Pyszne mleko z polskiej krowy.
...Powiedziałabym raczej, że z oślicy. Mleko faktycznie wyszło/wypłynęło ze środka zwierzęcia. Ale w ten sposób mówi się raczej o mięsie, czyli w znaczeniu "zrobiony z". Nikt przecież nie powie "jajko z kury". Choć, kierując się tą logiką, mógłby.
Druga sprawa: dlaczego tak zdrobniale - "mleczko"? pewnie przez skojarzenie z mleczkiem do ciała, które to mleko zawiera (ach, jak ja nie lubię tych nieścisłości - w tym zdaniu nie wiadomo, co zawiera co).
Ot, niewinne stoisko z francuskimi kosmetykami, a jakie pole do grafomańskiego popisu! :)
Mleczko na pewno pachniało pięknie.
PS: Jeszcze jedno mnie kłuje w oczy: ten wykrzyknik po "France". To taka maniera rodem z podstawówki, gdy (gdzie?) tytuł każdej większej pracy zwieńczało się kolorowym wykrzyknikiem. (Nie, ja nie - szybko się tego oduczyłam:D).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz