Zaraz zaraz... To nieprawda, że "...tak?" jest najbardziej irytującą mnie manierą.
Jakiś czas temu zauważyłam tendencję do... No właśnie - próbowałam wytłumaczyć paru osobom, o co mi chodzi, ale albo nie potrafię tego dobrze wytłumaczyć albo innym to nie przeszkadza albo nie jest to nowe zjawisko albo - co też wzięłam pod uwagę - to jest poprawny sposób mówienia. Ostatnią opcję jednak odrzuciłam.
Chodzi mi o skłonność, głównie w mediach,do akcentowania pierwszej sylaby wyrazu stojącego w opozycji do wyrazu, który go poprzedza w pierwszej części zdania, lub we wcześniejszym zdaniu - niekoniecznie wypowiedzianym, lecz jedynie wynikającym z kontekstu.
Mam mnóstwo przykładów. Moje ucho jest już tak wyczulone na te wstrętne akcenty, że mało który uchodzi mojej uwadze. Czasem je zapamiętuje, czasami zapisuję. Większość zapominam, więc listę będę na bieżąco uzupełniać.
Ach, i dodam, że mi też zdarzyło się (ze 3 - 4 razy) powiedzieć coś w ten sposób. Byłam przerażona. Strasznie się pilnuję.
Więc oto przykłady (akcentowana sylaba wyróżniona pogrubieniem):
Jesteśmy zarówno krajem odbiorcą, jak i krajem tranzytowym.
O propozycji nowego makowca na święta (z kajmakiem):
To jest taki kajmakowiec. (W tym przypadku można wybaczyć, ale i tak mnie razi.).
Policja podejrzewa, że było to samobójstwo. (Zabójstwo, jako druga z możliwych opcji, w tym zdaniu tylko w domyśle).
I znów: Nie wyklucza się, że było to samobójstwo.
Przewidziano spotkania z różnymi pisarzami i poetami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz